I: spójnik przyłączający zdanie o treści niezgodnej z tym, co można wnioskować na podstawie zdania poprzedzającego;
II: partykuła komunikująca, iż to, o czym mowa w zdaniu, jest niezgodne z przewidywaniami mówiącego.

sobota, 19 października 2013

żyję się

Jestem dobrej myśli. Skoro przeżyłam ten tydzień, napakowany obowiązkami na dwóch kierunkach, w nagłej intensywnej pracy, i na nagłym intensywnym wolontariacie, i mniej więcej wszystko ogarnęłam, to znaczy że można. I że w tygodniach mniejszego obciążenia tym bardziej dam radę. A chyba nie będzie już aż tak intensywnie. Rozważnie, a nie romantycznie, Marianno. Nie bierz zbyt wiele na siebie.
Nawet będąc nieprzygotowanym na zajęcia, można na nich zdobyć plusika za aktywność. Choć przyznam, nie czuję się z tym najlepiej, trochę jakbym kogoś oszukała. Ale jako żywo pamiętam sytuację na zajęciach, w trakcie których naprawdę przysnęłam, a i tak moja aktywność została doceniona. No cóż.
Na inne zajęcia też przyszłam nieprzygotowana. A tu akurat niezapowiedziane wyjście. Znów się upiekło.
Zgubiłam słuchawki. Bez słuchawek jak bez ręki.
Zgubiłam rękawiczkę. Bez rękawiczki też trochę jak bez ręki, zwłaszcza gdy chodzi o rękawiczki rowerowe, bo ręka może przemarznąć i odpaść, a wtedy to już naprawdę jak bez ręki. Na szczęście mam w szufladzie inną rękawiczkę, której para też została kiedyś zgubiona. Jakoś je do siebie dopasuję. A jako iż postmodernistyczna kultura nie robi nic innego, tylko wciąż cytuje samą siebie, to ja też się do siebie odwołam.
Pojawia się znany strach przed tematem i pisaniem pracy dyplomowej. W moim przypadku to chyba już jakaś jednostka chorobowa.
Dziwna sytuacja na zajęciach, kiedy prowadzący na informację o tym, że pisuję tu i tu, odpowiada: "A rzeczywiście, kojarzę jakieś pani teksty".
A właśnie, teksty. Jednym z obowiązków tego tygodnia była praca w redakcji Kuriera Festiwalowego podczas Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Lalek "Spotkania", i w związku z tym można mnie trochę poczytać na znanych (!) portalach teatralnych. Tutaj podrzucam linki z www.teatrdlawas.pl, bo to wygodniejsze, ale te same teksty są i na www.e-teatr.pl (!). Tak, jaram się.
Wywiad, który wraz z koleżanką przeprowadziłyśmy z Dyrektorem Teatru Baj Pomorski, panem Zbigniewem Lisowskim.
Recenzja z premiery spektaklu "Brygada Misiek".
Recenzja ze spektaklu "Kopciuszek".
Recenzja ze spektaklu "Dziób w dziób".

O teatrze ogółem jeszcze tu coś napiszę na tzw. "dniach". Zdecydowanie jest o czym pisać. Na dniach jeszcze parę słów o "Trafnym wyborze" JK Rowling.

Pisze się, ogląda się, czyta się, słucha się, nawet się pracuje. Żyję się! Choć przyznam, że dopiero się tego uczę.

A pisałam już, że Stories from the city, stories from the sea PJ Harvey to najlepsza płyta ever?


czwartek, 10 października 2013

z pamiętnika dwukierunkowca, cz. 2

Drugi tydzień zajęć. 10 minut to wciąż nieco zbyt mało, by dotrzeć z domu na wydział. 10 minut to też, jak się okazało, zbyt mało, by dotrzeć z wydziału na wydział. Zwłaszcza gdy po drodze zgubi się klucze, i trzeba się po nie wracać. Na szczęście tylko kilkanaście metrów, na szczęście się znalazły (ciekawe swoją drogą, czy znajdę też słuchawki, które posiałam gdzieś wczoraj). Jasna sprawa, że powinnam na przejazd międzywydziałowy mieć 15 minut - ale przecież w szkole dzwonek, a na studiach rozpisane godziny zajęć to tylko sugestia dla prowadzącego, a nie wymóg, prawda? A czasami kilka minut robi wielką różnicę dla kogoś, kto bardzo nie lubi się spóźniać, a musi, i to nie ze swojej winy.
Nastrój bez szału, roboty dużo, tutaj już muszę mieć temat, tutaj już rozdział, projekt, pomysł, pracę, kilkadziesiąt stron do przeczytania, tu też kilkadziesiąt, tam również, a co. Chciałby człowiek zostać jakoś doceniony. Miałam taki żarcik: "mam nadzieję, że dostanę stypendium na kulturoznawstwie, wtedy przynajmniej będę miała jakąś konkretną korzyść z tych studiów". Aha, nic z tego. Student z licencjatem może dostać stypendium tylko na studiach magisterskich. Kulturoznawstwo odpada. A na magisterskich? Też nie dostanę. Student 1 roku studiów magisterskich może otrzymać stypendium, jeśli rozpoczął je w rok od zakończenia studiów licencjackich. Zakończyłam w lipcu 2012 r., rozpoczęłam w październiku 2013 r.
Co to był za głupi pomysł, by rok temu iść na historię sztuki? Mogę sobie teraz dokładnie policzyć, ile mnie to kosztowało.
I wiele wskazuje na to, że teraz pewien pomysł również był głupi. No, zobaczymy, jak to się potoczy.
Nie wiem jednak, czy mogę stwierdzić, że to już przelała się czara kulturoznawczej goryczy?

A na koniec ni przypiął ni przyłapał zapraszam do przeczytania mojej recenzji płyty "Męskie granie". Tak, dziwnym trafem znajduję jeszcze czas na pisanie. (póki co?)

niedziela, 6 października 2013

shoty - Czarodziejska Góra, Czas na miłość, Copernicon, trailer AmbaSSady

Czarodziejska Góra, T. Mann
Przebrnęłam! Dwa poważne tomiska kusiły mnie już od dawna, no i chyba po prostu wypada chociaż coś (Tomasza) Manna przeczytać. To zdecydowanie dobra literatura. Niewiele się tam dzieje, często przez kilkadziesiąt nawet stron zupełnie nic. Bo gadają. Dysputują. Przyznaję, nie jestem fanką filozofowania. Prawdopodobnie jestem na to zbyt ograniczona. Po prostu, źle mi się filozofię czyta, źle mi się (o) filozofii uczy. I tutaj też: lepiej czytało mi się o tym całym życiu w uzdrowisku - opisy osób, relacji, miejsc, "przygód", niż dyskusje pomiędzy Settembrinim a Naphtą. A i tak całość zasługuje na uwagę. I podziw. Jak trochę odpocznę od stylu Manna, to pewnie sięgnę i po inne jego powieści.

Czas na miłość, reż. R. Curtis
Generalnie zgadzam się z tym, co na ten temat pisał zwierz kulturalny. Gdyby nie recenzja zwierza, to bym na ten film nie poszła. A poszłam i nie żałuję! Idealny uspokajacz po nerwowym dniu. Taki uroczy, ale nie do porzygu, i zabawny. I to wcale nie komedia romantyczna! Trzeba być polskim dystrybutorem, aby "About time" przetłumaczyć na "Czas na miłość". W tytule angielskim zwracamy uwagę na "czas". W naszym - na "miłość", a to ten czas, a nie miłość romantyczna odgrywa tu najważniejszą rolę... Jeśli mowa o roli - najlepszy jest Bill Nighy jako ojciec. Ale na uwagę zasługują też dziwaczne postaci przyjaciela dramaturga, i nieobecnego duchem wujka. I ta piosenka.

Uczestniczyłam kilka tygodni temu w jednym dniu Festiwalu Gier i Fantastyki "Copernicon", o czym można przeczyta tutaj.

A widzieliście ten filmik?
Bo ja jestem ZACHWYCONA. Pomysłem, wykonaniem, odwagą. Absurdem. Promowanie komedii o Hitlerze filmikiem, na którym wraz z Ribbentroppem śpiewa on "Sen o Warszawie" Niemena, na dodatek w sposób zerżnięty z bardzo słynnego internetowego nagrania piosenki Gotye. Gdy nie nawiązujemy już do Gotye, a do tych, co nawiązywali do Gotye, to Marianna jest zachwycona.

czwartek, 3 października 2013

z pamiętnika dwukierunkowca (cz. 1?)

I to Marianna Mariannie zgotowała ten los. Znowu zachciało mi się być na dwóch kierunkach jednocześnie. Kiedyś już przeżyłam taki rok. Było ciężko, ale jakoś się udało wszystko pogodzić. Co więcej, nigdy nie byłam tak zorganizowana jak wtedy. W zeszłym roku też planowałam dwukierunkowstwo, ale z marginesem bezpieczeństwa. W razie czego jedno rzucę. I rzuciłam po krótkim czasie, stając się przeciwniczką systemu bolońskiego, w którym w żaden sposób nie próbuje się zniwelować różnic pomiędzy studentami z licencjatem z danej dziedziny i licencjatem z innej dziedziny. Przynajmniej tak było na tamtym wydziale.
Teraz jestem z tej drugiej strony, tj. to ja jestem „uprzywilejowaną” studentką, która podstawy ma. Z tym że ten wydział ma zupełnie inna politykę, i część zajęć powtarza dla tych, którzy są z kierunkiem na świeżo. Więc znów nie do końca fajnie, bo nie ma tak prosto, żeby sobie studenci z lic. z dziennikarstwa przed nazwiskiem mogli się z tego zwolnić. Ale postaram się przetrwać. Będzie nieco nudno, ale może łatwiej
Chociaż wczoraj miałam ochotę rzucać studia. Tak, po pierwszym dniu zajęć.

poniedziałek, 30 września 2013

akcja: podziel się duchownym

"Spraw, byśmy zawsze umieli dzielić się z potrzebującymi dobrami materialnymi i duchownymi."
Aby uniknąć sytuacji: "To mój ksiądz, nie oddam, poszukaj sobie własnego!"

poniedziałek, 16 września 2013

The 100 Day Movie Challenge

piosenki już były, to teraz filmy.

Day 01: The last film you saw at the cinema. Dzień Kobiet. (To było dawno, w tym momencie byłby to Czarny czwartek)
Day 02: A film released on the same year that you were born. Edward Scissorhands, Edward Nożycoręki, 1990. Ja widziałam go (abo chociaż fragmenty...) parę lat później, mogłam mieć wtedy z 9 lat, wywarł na mnie spore wrażenie, bo potem przygotowując z ciocią fasolkę szparagową udawałam, że odcinam końcówki palcami-nożyczkami, jak Edward Nożycoręki. Przerażona ciocia wyraziła nadzieję, że jako takie małe dziecko nie oglądałam tego filmu. O ile pamiętam, nie wyprowadzałam jej z błędu. ("Kuzyn mi opowiadał...")
Day 03: A film you currently want to see. Jeju, takich filmów jest masa! Ale tak najbardziej currently to "Batman: Początek", bo wczoraj w nocy oglądałam "Mrocznego Rycerza" i mi się podobało, a dziś w telewizji będzie leciał właśnie "Batman: Początek", na dodatek jutro zajęcia o Nolanie.
Day 04: A film released when you were ten years old. Erin Brockovich, reż. S. Soderbergh. Jeden z moich ulubionych filmów. Nie tylko dlatego, że lubię Julię Roberts. Bardzo lubię Erin Julii Roberts, tak hm, na swój specyficzny sposób niezmiernie kobiecą, no!
Day 05: A film you watched with your parents. Ale że z obojgiem na raz? Trudna sprawa, moi rodzice mają zupełnie odmienny gust filmowy, widziałam wiele filmów z Mamą, i wiele z Tatą, ale żeby tak razem...? Przychodzi mi do głowy "Notting Hill", reż. R. Michell, bo to na pewno oglądaliśmy wszyscy razem ogromną wielorodzinną rodziną pewnego razu w Gaju-Grzmięca. I od tej pory Spike jest w naszym domu postacią kultową. Chicks love grey.
Day 06: One of the first films you saw at the cinema. To chyba był Król Lew. Ten pierwszy. O ile dobrze pamiętam, to zabrało mnie do kina starsze kuzynostwo. A przed seansem był jakiś klaun. Chociaż nie jestem pewna, czy tym pierwszym-pierwszym filmem nie była Niekończąca się opowieść. Bo wiem, że na tym też byłam w kinie jakoś bardzo wcześnie.
Day 07: A film that hasn't got a sequel, but should. Przychodzi mi do głowy Notting Hill, ale... sequele mają zdolność do psucia atmosfery, więc może lepiej nie. Eragon! Chociaż był kiepski, to ja bym i tak chciała zobaczyć resztę Dziedzictwa na ekranie. No i przy słabej pierwszej części lepsze kolejne mogłyby zatrzeć ten niesmak...
Day 08: The last film you watched. "Źródło" D. Aronofsky'ego.
Day 09: Your favourite animated film. Ale mam jeden wybrać? Impossibru! No i "animated", hm, to takie raczej jak "Shrek" też? No, niech będzie że tak. Więc "Shrek", bo ten pierwszy jest absolutnie genialny. A ze "zwykłych" animacji nie umiałabym wybrać jednej.
Day 10: A great film from the 80's. No przecież, że Imię Róży.

środa, 11 września 2013

Jobs / Czarny czwartek

Gdyby ktoś był zainteresowany moją recenzją filmu "Jobs" z portalu Kulturalny Toruń, to zapraszam serdecznie: klik.

Obejrzałam też na dniach film "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł". Tak poniekąd przygotowując się do "Wałęsy. Człowieka z nadziei". Produkcje tego typu traktuję głównie edukacyjnie. W szkole zazwyczaj brak czasu na dokładne omówienie ostatnich kilkudziesięciu lat z historii Polski (nie wiem no, może poświęćmy na to trochę WOSu?), dlatego ja na przykład pisząc którąś z próbnych matur, która dotyczyć miała m.in. wydarzeń w Poznaniu w 1956 r., opierałam się w głównej mierze na książce Małgorzaty Musierowicz "Kalamburka". Stamtąd wiedziałam na ten temat dużo więcej niż ze szkoły.
"Czarny czwartek" także niesie ze sobą duży potencjał edukacyjny, opowiada historię w taki sposób, że rzeczywiście można ją zrozumieć. A nawet poczuć - te emocje. Ja się wczuwałam! Ciekawy pomysł z uczynieniem głównym bohaterem wcale nie kogoś w centrum wydarzeń, prowodyra czy szefa komitetu strajkowego, ale kogoś, kogo to wszystko dotknęło trochę przypadkowo. Może bez jakiegoś specjalnego "efektu wow!", ale całkiem porządnie zrobione kino.

I po raz któryś - Harry Potter i Insygnia Śmierci, cz.2. Jeju, nie lubię błędów i niepotrzebnej hollywoodzkości w filmach o Harrym Potterze. Przede wszystkim nie lubię tego, że w trzeciej części podczas meczu quidditcha Harry w filmie naprawdę widzi Ponuraka w chmurach. W takim wypadku oznaczałoby to jego rychłą śmierć. W książce za każdym razem, gdy wydawało mu się, że widzi Ponuraka, to był to Syriusz-Animag, który w ten sposób chciał się Harry'emu poprzyglądać niezdemaskowany. A w filmie Harry widzi nagle chmurę, która wygląda jak Ponurak. Niby jak Syriusz miał się nagle przetransformować w chmurę? Bez sensu. Zawsze mam w tym momencie wrażenie, że reżyser/scenarzysta nie zrozumiał książki.
W tzw. "ósmej części" bardzo przeszkadza mi, że przemieniona w Bellatrix Lestrange Hermiona nadal mówi głosem Hermiony (i to na dodatek z dubbiniem, ech.). Skoro użyła eliksiru wielosokowego, to jej struny głosowe i cała reszta aparatu mowy też przyjęła postać tych organów u Bellatrix, więc skąd głos Hermiony? Głos nie jest przecież przypisany do osobowości, jeny. To wypacza ideę eliksiru wielosokowego, który po prostu zamienia nasze ciało w ciało drugiej osoby, tak, że różnicy nie widać w wyglądzie, a jedynie w zachowaniu. I głos też powinien się zmienić, ot co.
No i - romans Neville'a z Luną. No bez przesady, w paczce przyjaciół nie wszyscy muszą się zakochiwać między sobą. Według Rowling Neville ożenił się z Hanną Abbot, nie było tam ani słowa o romansie z Luną. No.

środa, 4 września 2013

Tom Szaman i czarodziejska góra

A: Tyle spędziłaś czasu na czytanie, a ciągle te same książki, Jeżycjada, Ania z Zielonego Wzgórza po 10 razy, bez sensu. Mogłabyś w tym czasie tyle klasyki przeczytać!
Ja: Przecież teraz czytam klasykę! W tym momencie, dla przykładu, Czarodziejską Górę Tomasza Manna.
M: Toma Szamana?

czwartek, 29 sierpnia 2013

suits i inne wartości

Potrzebowaliśmy z NJMŁ serialu na wakacje. Nie wiedzieć czemu, padło na Suits - W garniturach. I wciągnęło nas! Nadrobiliśmy dwie serie, teraz trzecią oglądamy na bieżąco.
Taka przyjemna rozrywka. Dobre niegłupkowate poczucie humoru, świetne ładnie ubrane postacie, ciekawa akcja.
Majaczy mi gdzieś z tyłu: a wartości? Mógłby nawet powstać taki post na tym drugim blogu... Wartości zupełnie nie moje. Oszukiwanie klientów i współpracowników, palenie marihuany jako coś zupełnie normalnego, seks bez zobowiązań. Marianno, co ty oglądasz? I jeszcze pozwalasz na to młodszemu bratu?
Tylko że... To tylko serial. Chętnie oglądam Suits, ale nie pochwalam takiego zachowania, i nie będę zachowywać się jak bohaterowie serialu. Czytałam Harry'ego Pottera, zafascynowana nie czarną magią, ale bajecznym światem, mieszkaniem w zamku, chodzeniem w mundurkach i przygodami oraz przyjaźnią głównych bohaterów. Zdarza mi się słuchać Nirvany, bo Nevermind to świetna płyta, która po prostu brzmi dobrze, do której dobrze mi się skacze, pozbywając się emocji, ale Kurt Cobain, znany szerzej w pewnych kręgach jako heroinista i samobójca, nie jest moim autorytetem.
To tylko serial. To tylko książka. To tylko płyta z muzyką. Nie wpłyną na mój światopogląd, nie zmienią mojej osobowości. To tylko rozrywka.

Swoją drogą, Suits to serial o prawnikach. Seriali prawniczych jest multum. Znam też seriale o lekarzach, o policjantach i innych agentach, o żołnierzach, nawet o księżach... A czy jest jakiś fajny serial o dziennikarzach? Oglądałabym!