I: spójnik przyłączający zdanie o treści niezgodnej z tym, co można wnioskować na podstawie zdania poprzedzającego;
II: partykuła komunikująca, iż to, o czym mowa w zdaniu, jest niezgodne z przewidywaniami mówiącego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WoodyAllen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WoodyAllen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 października 2015

Lista popkulturalnych oczekiwań.

Lubię mieć na co czekać. Ktoś, być może Paolo Coehlo, powiedział kiedyś coś o tym, że w oczekiwaniu jest już jakaś cząstka tej radości, która dopiero nadejdzie. Coś w tym jest.
A tak się złożyło, że przede mną dużo różnych popkulturalnych wydarzeń, i choć dopiero nadejdą, to ja już się cieszę. Bo mogę, ha.
Lubię też robić listy. A więc - lista popkulturalnych oczekiwań. Przede wszystkim na najbliższe miesiące.

- Koncert Fisz Emade w Toruniu. Lubię wszystkich trzech scenicznych Waglewskich. Co prawda obecnie twórczość Fisza i Emade już tak mnie nie kręci, ale wierzę że i tak będzie sympatycznie. Bo ja tak bardzo lubię koncerty! 22 października 2015 r.

- Film Pan (Piotruś. Wyprawa do Nibylandii). Wyprawa do Nibylandii zawsze spoko, a zwiastuny wyglądają bardzo sympatycznie. No i jest w nich Hugh Jackman. Filmy związane z lubianym przeze mnie uniwersum Piotrusia Pana należą do moich ulubionych w ogóle - no kurczę, Hook z Robinem Williamsem? Jeden z moich ulubionych filmów od dzieciństwa , a Marzyciel z kolei to jeden z moich ulubionych filmów od czasów młodości. Dużo tego ulubienia... Więc no. 23 października 2015 r.

- Koncert Dave Matthews Band. Ostatni zespół, który znajdował się na mojej liście zatytułowanej "Bardzo chcę na koncert". Wieść niesie, że na żywo są niesamowici. Przekonamy się w Trójmieście 28 października 2015 r.

Siedzę i oczekuję.
- Film Kosogłos 2, czyli pożegnanie z uniwersum Igrzysk Śmierci. Jaram się jak Dystrykt dwunasty po nalocie Kapitolu, bo to się tak przyjemnie czyta i ogląda! 20 listopada 2015 r.

- Książka Feblik Małgorzaty Musierowicz, czyli kolejna część Jeżycjady. Tak, wiem, że nowa Jeżycjada to nie to samo co stara. I co z tego. I tak czekam z niecierpliwością, przeczytam w kilka dni, i będę sobie parskać śmiechem co jakiś czas. 6 listopada 2015 r.

- Koncert Róisín Murphy w Poznaniu lub Warszawie. Jeśli uda mi się zorganizować transport do i z tak, by wrócić do domu tego samego dnia. Zdecydowanie wolę Moloko niż solową Róisín, ale mam ogromną ochotę sobie na jej koncercie potańczyć. 17 lub 18 listopada.

- Koncert Hey w Toruniu. Uwielbiam Hey, uwielbiam Nosowską, uwielbiam ich koncerty. A ten będzie Unplugged, na takim jeszcze nie byłam. Ale będę, 16 grudnia 2015 r.

- Film Star Wars VII. Przebudzenie Mocy. Ostatnio nadrabiałam popkulturalne zaległości oglądając Gwiezdne Wojny. Nie żebym się od razu zakochała w Hanie Solo czy koniecznie chciała zostać Jedi, ale przynajmniej już wiem, o co w tym chodzi. A pewnie pójdziemy z rodzeństwem i Tatą, a to taki miły rytuał. 18 grudnia 2015 r.

- Nowe odcinki Sherlocka - jedyne serialowe oczekiwanie. Podobno ma być coś nowego na święta Grudzień/styczeń 2015/16, uroczo się zapowiadający odcinek specjalny dziejący się w XIX wieku.

- Nowy kryminał Roberta Galbraitha - The career of Evil. W oryginale ma być 22 października, a kiedy po polsku? Mam nadzieję, że wkrótce. Rowling kurczę pisze dobrze (bo to ona!)

- Płyta Hey, podobno ma być jakoś kiedyś. Tak mówią. Nosowska mówi.

- Płyta Lecha Janerki, też ma być jakoś kiedyś. Tak mówią. Janerka mówi.

- Film Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Uniwersum Harry'ego Pottera raz jeszcze, przedłużamy dzieciństwo! Premiera światowa - 11 listopada 2016 r. ...

- Każdy nowy film Nolana. Bo lubię, jak mnie tak wciąga!

- Nowy film Woody'ego Allena. Bo lubię te jego ostatnie produkcje!

- Koncert, płytę PJ Harvey. Albo chociaż tłumaczenie wychodzącej dziś książki, której jest współautorką.

Och, tyle nadchodzącej radości!

sobota, 6 października 2012

Allen w Rzymie

http://kenlevine.blogspot.com/2012/07/review-to-rome-with-love.html

"Zakochani w Rzymie", Woody Allen

"Zakochani w Rzymie" to film oparty na schemacie kilku opowieści, które poznajemy naprzemiennie. Łączy je po prostu miejsce akcji, czyli Rzym. Bo to niby poznając te historie, poznajemy miasto. No OK.
Rzym z filmu Allena na pewno jest mniej magiczny niż stolica Francji ukazana w poprzednim obrazie reżysera. Nie znajdziemy tutaj odpowiednika romantycznego motywu przenoszenia się w czasie. Zapoznajemy się natomiast z następującymi historiami:
- studencki trójkąt "para + seksowna przyjaciółka" zamieniający się w trójkąt "kochankowie + zdradzana dziewczyna", przy bezlitosnym obnażeniu uwodzicielskich chwytów co poniektórych przedstawicielek płci pięknej, ekhm. Obnażenia dokonuje zagadkowa postać grana przez Aleca Baldwina, który najpierw rzeczywiście po prostu rozmawia z jednym z bohaterów, ale potem zamienia się w kogoś na kształt aniołka i diabełka pojawiających się w bajkach, jakąś zawsze obecną projekcję bezskutecznie próbującą sprowadzić bohatera na ziemię.
- Komedia omyłek z młodą, nieco ciamajdowatą parą. On chce przedstawić rodzinie żonę, a oni nakrywają go w pokoju z wysłaną do niego omyłkowo prostytutką, wobec czego owa kurtyzana (Penelope Cruz i jej cudne nogi) zaczyna odgrywać rolę żony młodego fajtłapy. Tymczasem pani ciamajdowata gubi się w Rzymie, i nawiązuje romans z pewnym znanym aktorem oraz włamywaczem. Morał jest z tego taki, że nic tak nie ożywia życia małżeńskiego, jak przygoda z prostytutką i przelotny romans z przystojnym Włochem.
- Wątek Leopoldo Pisanello, zwykłego urzędnika, który nagle, nie wiadomo czemu, staje się sławny. Pod warstwą zabawnych gagów typu "relacja na żywo z porannej toalety pana Pisanellego", mamy tu do czynienia z pełną prawdy refleksją na temat tego, co media robią z ludźmi, jak robią coś z niczego, i jaki to może mieć wpływ na ich ofiary.
- Last but not least, ponieważ lubię sobie zostawić najlepsze na koniec, historia, która zasługuje na uwagę przede wszystkim ze względu na udział w niej Woody'ego Allena jako aktora. Córka jego postaci zakochuje się w przystojnym rzymianinie, wobec czego należy zorganizować te wszystkie wieczorki zapoznawcze na linii teściowie-teściowie. A Allen jako teść jest przezabawny w każdym szczególe. Wynika oczywiście problem na tle ideologicznym między ojcem a wybrankiem córki, ale nie na to został położony nacisk w tej opowieści. Jerry (Allen) jest emerytowanym ekscentrycznym reżyserem operowym. Odkrywa, że przyszły teść jego córki doskonale śpiewa arie pod prysznicem, i tylko tam mu się to udaje. Zafascynowany jego głosem, chce zrobić wszystko, aby świat muzyki usłyszał i docenił ten talent. Skutkuje to absurdalnymi scenami operowymi, w których  jeden z bohaterów śpiewa, biorąc na scenie prysznic.
Nie do końca wiem, jak rozumieć tytuł filmu - czy oni są zakochani w Rzymie, bo bardzo lubią to miasto (nie wydaje mi się) czy też chodzi o pary zakochanych chodzących sobie po Rzymie (też nie do końca). Może przydałoby się jakieś inne tłumaczenie, ale chyba się o nie nie pokuszę. W każdym razie tytuł błędnie sugeruje, że mamy do czynienia z komedią romantyczną, ale to nie miłość jest tutaj najważniejsza (chyba że niektórzy bohaterowie mylą ją z erotycznym zauroczeniem, ale to i tak tylko w dwóch wątkach). Romantyczna - nie, ale komedia i owszem. Trochę absurdalna i nie do końca składająca się w jakąś logiczną całość, ale zabawna i urocza. Niegłupia, lekka rozrywka.

niedziela, 28 sierpnia 2011

O północy w Paryżu, Woody Allen

Wczoraj nieco z zaskoczenia zostałam zabrana na najnowszy film Woody'ego Allena. Nie jestem zbyt dobrze obeznana z jego twórczością. Obejrzane jakiś czas temu "Sen Kasandry" i "Vicky Cristina Barcelona" nie nastawiały mnie pozytywnie - SK nie podobał mi się w ogóle, a VCB to film absolutnie o niczym, za to z ładną Barceloną i równie ładną muzyką. Dlatego też spotkało mnie wczoraj naprawdę pozytywne zaskoczenie. Pomysł nieco naiwny, jak w opowieści dla dzieci - główny bohater przebywając w Paryżu o północy przenosi się do swojej ulubionej historycznej epoki. I kogóż on tam nie spotyka! Trochę żałuję, że nie jestem bardziej obeznana kulturalnie, rozpoznałabym wtedy więcej postaci, może bawiłabym się jeszcze lepiej. Najbardziej rozbroili mnie Salvador Dali i Hemingway - drugoplanowe role rozpisane i zagrane jak przystało na mistrzów.
Humor tego filmu podpasował mi tak bardzo, że w pewnym momencie śmiałam się już z prawie każdego gestu, każdej miny, każdej kwestii. Fabuła może i mało wciągająca sama w sobie - ale operująca doskonałymi gagami, humorem sytuacyjnym, dobrze zarysowanymi postaciami. To wszystko i sposób, w jaki bohaterowie współcześni i historyczni zostali zagrani sprawiało, że przychodziło mi na myśl, iż można by z tego zrobić naprawdę świetny spektakl teatralny. A ja tymczasem mam ochotę na jakieś inne filmy Woody'ego Allena. Może z czasem zapomnę o "Śnie Kasandry" i "Vicky Cristinie Barcelonie"...